Z czym pić Napoleon brandy

Serwis wyszukanych fraz

swietlicasp2elk

Temat: Napoleon Cheval D'or ***** - brandy


Tym razem brandy. Oprócz Metaxy, wszystkie brandy które piłem zalatywały bimbrem i takoż smakowały. Ta jest wyśmienita. Nie zalatuje bimberkiem, jest słodkawa i po prostu smaczna. Nawet pita sama. W drinku właściwie znika więc nawet lepiej pić ją samą. Butelkę tej brandy wyciągnąłem od teścia. Dałem mu w zamian 0,7 Palace Vodka co mi została po chrzcinach córki. Te brandy przestało u teścia jakieś 10 lat w barku. Ma jeszcze jedną taką... chyba wyciągną i tamtą Daje 5pkt.
Źródło: cat.net.pl/viewtopic.php?t=2645



Temat: Jakie piwo pijecie?

Moze ja i kobietka ale piwo od czasu do czasu tez wypije :) w koncu kobiecie tez sie cos od zycia nalezy ;)
Oczywiscie Heineken. Nie ma to jak dobre niemieckie piwo i grupka znajomych :)
Heineken to holenderskie piwo ;)
Ja pije rozne i nie mam wyszukanych. Ale najczesciej to moze napisze:
Tyskie, Lech, Stella, Grolsch, Budweiser, Heineken i Foster's. Chociaz Stelli malo juz pije, bo w sklepie w ktorym sie zaopatruje lub na stacji BP zmienili dostawcow i sie pogorszylo. Foster's-a przestalem pic od kilku dni, bo znowu zasmakowalem w wyrazistym smaku piwia (Lech i Tyskie). Foster's po prostu na stacji byl od dluugiego czasu w promocji, dlatego oplacalo sie go kupowac i tak sie przyzwyczailem. Ale to piwo to naprawde woda i bez smaku. Taki zamulacz 4%.
Aaa i z piwa lubie jeszcze Brandy Napoleon zapijane z jakims energetykiem :D
Źródło: precyl.pl/showthread.php?t=178


Temat: Trzepie mnie na widok wódki
Piłem wódkę masowo do czasu sylwestra, gdy opiłem 0.7 zoladkowej gorzkiej i wpierdalalem jakies czipsy z ketchupem = rewolucja w zoladku i wyrzygalem zawartosc zoladka. Jak to mowil kumpel "Nie, to nie byly rzygi. To bylo 15 kg GÓWNA".

Od tego czasu nie pilem ( od sylwka ) bo na widok wodki mnie mdli Xd.

Ale piwko owszem.

Tak samo nie wiem czy mi przejdzie, ale jest dobrze, nie mam potrzeby pić wódki a jak mi się nie chce to nie pije.

Mistyk~

###

aaaa, od tego czasu piłem jedynie "Napoleon brandy~" i Jacka danielsa. Ale jak mysle teraz o zoladkowej gorzkiej albo bolsie to dalej mnie mdli.
Źródło: tibia.org.pl/forum/showthread.php?t=353189


Temat: Pamiętnik znaleziony w Moskwie
110.
Sącząc powoli drinka rozglądałem się po sali. Nie wyglądało to wesoło. Wszędzie słychać było obcą mowę, najczęściej język niemiecki, ale innych też nie brakowało. Również zupełnie niezrozumiałych, jakichś egzotycznych. Skąd tu nagle tyle ludzi? I kiedy się coś zwolni?
Po chwili, zupełnie przypadkowo, wyłowiłem w tłumie Dimę. Stojąc w mieszanym damsko – męskim gronie, patrzył w moją stronę i uśmiechał się przyjaźnie. Pomachałem mu ręką i po chwili opuścił swoje towarzystwo i podszedł do mnie. Powiedziałem mu, że jesteśmy ostatni raz w barze i zaproponowałem mu drinka na pożegnanie. Odpowiedział, że w zasadzie „w pracy” nie pije, ale z takiej okazji, to nie odmówi. Zaczęliśmy rozmawiać i poskarżyłem się, że chcieliśmy poimprezować na pożegnanie a tu nawet usiąść nie ma gdzie. Obiecał, że się rozejrzy co da się zrobić i poszedł z powrotem do swoich.
Nie minęło kilka minut, kiedy od drugiego stolika od drzwi usłyszałem wołanie. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem stojącego Dimę, który wołał mnie do siebie. Podszedłem do niego, a wtedy z foteli podnieśli się ludzie dopijając swoje drinki i powiedzieli, że już wychodzą, a fotele są wolne. Zawołałem na chłopaków. We czterech usiedliśmy, bo tyle było foteli, a reszta rozeszła się po sali szukając wolnych foteli stojących pod ścianami. Dima znów odszedł, a my mogliśmy wreszcie pomyśleć o przebiegu wieczoru.
Rozglądaliśmy się po sali, patrząc co stoi na innych stolikach. Było nieciekawie. Przy obydwu sąsiednich siedzieli Niemcy albo Austriacy, bo szwargotali głośno i sączyli po kropelce taniego Napoleona, którego porzuciliśmy już dawno temu, bo strasznie niemiło się po nim odbijało z rana. Udawali, że na nas nie patrzą, ale cały czas nas obserwowali.
I jak na złość, któryś z naszych przyniósł butelkę tego Napoleona i postawił na stoliku. Mirek otworzył, polał do lampek i nie tak na dno, jak się leje brandy czy koniak, tylko do oporu, jak to u nas. I pod nosem powiedział, żebyśmy wypili jednym haustem i będziemy obserwować jak Niemcom po sąsiedzku opadną szczęki. Tak też zrobiliśmy. Opadły im rzeczywiście, więc padła propozycja, żeby powtórzyć. Ja jednak odmówiłem. Już mi było niedobrze po jednym, a więcej groziło katastrofą. Powiedziałem, że będę pił tylko czystą. Jeszcze dobrze nie skończyłem mówić, a na stoliku pojawiła się litrówka czystej. Był to dobra amerykańska wódka McCormick, którą tu kilka razy piliśmy i żadnych sensacji po niej nie było. Mirek nalał mi więc wódki, a reszta wypiła znowu brandy. Wszystko to działo się w ciągu dwóch może minut. Sąsiedzi tylko dyskretnie pokręcili głowami i po chwili patrzę... a u nich na stole też stoi pełna butelka, a nie same nędzne lampki. I też sobie polali po całym i wypili duszkiem.
Siedziałem po drugiej stronie, czyli twarzą do ich stolika, więc reszta tego nie widziała. Kiedy powiedziałem o tym chłopakom, odwrócili się popatrzeć, a wtedy jeden z siedzących dobrą polszczyzną zapytał Mirka co tak świętujemy. Mirek odpowiedział, że pożegnanie z barem. I tak zaczęliśmy powoli rozmawiać, a w międzyczasie reszta naszych chłopaków przychodziła z fotelami i dosiadali się wokół.
Stefan, bo tak miał na imię ten Niemiec, okazał się właścicielem jakiejś firmy niemieckiej budującej kominy, który przyleciał do Rosji w interesach. Jak powiedział, języka polskiego nauczył się... w więzieniu w Polsce. Siedział 3 lata za przemyt na początku lat siedemdziesiątych. Nie był polskiego pochodzenia, ale miał kontakty z rodzinami tych, którzy po wojnie wyemigrowali do Niemiec, no i w młodych latach jeździł do Polski niby w celach naukowych, ale głównie po to aby trochę pohandlować. Nie zdawał sobie sprawy, że jego dość częste wizyty, chociaż niby uzasadnione, wzbudzą podejrzenia naszych doświadczonych funkcjonariuszy. Jak go raz wzięli na granicy na kontrolę, rozebrali samochód... no to był koniec. Stracił towar, samochód, no i posiedział. Ale powiedział, że ogólnie Polaków lubi, bo nawet w więzieniu dało się z nimi żyć.
Wypiliśmy teraz razem z nimi. Reszta Niemców też trochę chciała porozmawiać, więc zsunęliśmy stoliki do siebie i od razu zrobiło się lepiej. Po chwili rozmowy (Stefan był tłumaczem) przekonaliśmy ich do wódki, mówiąc że po Napoleonie będzie ich rano bolała głowa, więc przynieśli butelkę, a my jeszcze dwie. Ja na wszelki wypadek poszedłem do baru i wykupiłem całą zakąskę, bo wiedziałem, że potem braknie. Bar nie był nastawiony na taką ilość gości. Kiedy to wszystko wylądowało na naszych stolikach, najpierw było ogromne zdziwienie, ale kiedy wytłumaczyłem o co chodzi, to dostałem duże brawa. Za chwilę zmałpował mnie Arek, który poszedł i wykupił całe ciastka. Więc do zakąski na stolikach dołączyły tacki z ciastem i w barze pozostał sam alkohol!
Resztą dysponowaliśmy my.
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=99425